sobota, 22 lutego 2014

Dni wyjęte z życia :)

Zmienia, ciągle się coś zmienia, a najbardziej moje nastroje - raz jest dobrze, zaraz jest źle a chwilę później jest raczej w miarę. 
Nie powiem że nie wiem co jest tego przyczyną bo wiem. Ostatnie dni, a nawet tydzień spędzałam w domu jedyny kontakt jaki miałam z bliskimi czy też zwykłymi znajomymi to tylko internet. Czasem lubię spędzić czas sama, ale na dłuższą metę, np. podczas choroby, zaczynam się nudzić, zrzędzić i często zdarza mi się płakać, nie chodzi o to że jestem słaba bo wiem że tak nie jest po prostu odczuwam taki brak ludzi w okół siebie. Jestem osobą bardzo towarzyską i czuję się najlepiej w gronie, przyjaciół, znajomych, po prostu czuję się dobrze gdy spędzam z kimś czas :)




Wreszcie wyzdrowiałam i czuję się o wiele lepiej! Wyszłam na świeże powietrze, pierwszym moim takim wyjściem była wizyta 
w osiedlowym Warzywniaku - musiałam kupić składniki na obiad, omnomom! Pamiętam jaką frajdę sprawiały mi wyjścia do sklepu, kiedy to samodzielnie szłam zrobić zakupy - 
ale zawsze miałam przy sobie karteczkę czyli listę zakupów. 
Pamiętam jak się czułam zawsze w sklepie, taka ważna, bo stałam sobie ja taka mała dziewczynka z karteczką 
i czytałam np Paniom ekspedientkom co potrzebuję - mała szefowa, czyta sługom haha no tak się właśnie czułam ( mała = duża) No dobrze a teraz przenieśmy się ze wspomnień 
w świat realny, czyli co porabiałam dalej :)
Po zakończonych sukcesem zakupach, odniosłam je do domu, zabrałam moje ulubione 
i jedyne psy na spacer. 
(Tak.. kiedyś częściej z nimi wychodziłam - bo było ciepło, a jak jest zimno to mnie się tak nie chce
 z nimi spacerować - muszę to zmienić!) Gdy tak spacerowałam, odczułam że żyję, było mi na prawdę lepiej a w powietrzu unosił się zapach nadchodzącej, choć małymi krokami - wiosny.



Po południu a raczej już pod wieczór, wybrałam się z Tatą do piekarni kupić chleb i do supermarketu kupić potrzebne składniki na sałatkę. To tyle jeśli chodzi o te czynne zajęcia w tym dniu. Gdy wróciłam do domu odpaliłam muzykę, włączyłam laptopa, rozmawiałam z kolegą Adrianem na skype. Zażyłam antybiotyk po którym czułam się tak okropnie, 
jak jeszcze nigdy, przynajmniej nie podczas całego cyklu zażywania go. Na szczęście to była ostatnia tabletka - cieszę się, że wytrwałam i tym razem nie przerwałam leczenia tym specyfikiem. 
Zdawało mi się że czas leciał wolno, aż tu nagle z godziny 20 zrobiła się 3 nad ranem :)

















Następnym dniem był piątek i tutaj zaskoczenie, nie spałam do godziny 14 jak to mi się zdarzało przez ubiegłe dwa tygodnie lecz wstałam przed 11. Z początku miałam problem ze zwleczeniem się z łóżka, ale w końcu pokonałam moje lenistwo i zabrałam się do składania pościeli, zbierania różnych dupereli z podłogi i porządkowania pokoju. Gdy się obudziłam sprawdziłam na telefonie czy jest internet, bo moim nawykiem ostatnimi czasy jest od razu po przebudzeniu zaktualizowanie powiadomień i informacji czyli wpadam na : ask'a, facebook'a, instagrama i snapchat'a - a co jakoś sobie trzeba urozmaicić poranek. 
Niestety tym razem tak nie było, nie odbyłam mojego rytuału ale dzięki temu więcej czasu poświęciłam na o wiele ważniejsze rzeczy takie jak śniadanie, ogarnianie czy nawet spędzanie czasu przed telewizorem z Mamą :)




Dzień wcześniej zaplanowałyśmy sobie, że wybierzemy się do Galerii Krakowskiej na jakieś małe zakupy - po prostu chciałyśmy się ewakuować z domu by nie przeszkadzać Tacie 
w ogólnym sprzątaniu naszego małego mieszkanka. Dlatego też po śniadaniu i obijaniu się na kanapie wzięłam szybki choć dokładny prysznic. Umyłam głowę, a następnie wysuszyłam 
i wyprostowałam włosy. Następnym krokiem było dobranie odpowiedniej garderoby do wyjścia, trafiło jednak na to że wzięłam pierwsze lepsze ciuchy z górnej części szafki
 - o dziwo pasowały do siebie :) Po tych jakże fascynujących przygotowaniach wyczołgałyśmy się z Mamą z domu i wyruszyłyśmy w drogę do wyznaczonego celu.
 Zakupy były bardzo udane, weszłyśmy do pierwszego sklepu i już znalazłyśmy obydwie coś dla siebie. Ja znalazłam sobie kurtkę i bluzkę a moja Mama spodnie i bluzkę :)
Po przymierzeniu rzeczy i zadecydowaniu o kupnie stwierdziłyśmy, że jeszcze się rozejrzymy po sklepie. Chodziłam sobie tak w sumie bez celu bo już miałam swoje zdobycze w rękach, aż tu nagle ujrzałam moją Przyjaciółkę Dominikę. Oczywiście ja jestem Nikola i mam różne takie fazy, dlatego też nie mogłam podejść normalnie i się przywitać tylko podbiegłam do Niej, lekko ją popchnęłam i schowałam się za najbliższą szafką - mina mojej Przyjaciółki była bezcenna jak tylko mnie zobaczyła, z jej twarzy mogłam spokojnie wyczytać emocje jakimi były : zszokowanie i radość.
Jak już się tak zdarzyło, że się spotkałyśmy kontynuowałyśmy zakupy we Trzy a nie dwie.
Po udanym shoppingu wróciłyśmy wesoło do domu..


























 Wybrałam w końcu zestaw drugi :)

 Do domu  wpadłam i z niego wypadłam! Dokładnie tak było.. Przyjaciółka zaproponowała mi żebym z Nią wybrała się do drugiej przyjaciółki która mieszka praktycznie obok Niej. Zgodziłam się, nawet bez zawahania bo bardzo lubię spędzać z Nimi czas. 
Tak więc razem do Oli dotarłyśmy i spędzałyśmy czas, wypiłam herbatę a Domcia kakao. 
To nie koniec wrażeń jak na ten dzień. Ola niedawno zdała na prawo jazdy, jest więc świeżo upieczonym kierowcą dlatego wspólnie podjęłyśmy decyzję że podwiezie mnie do domu, jednak jeszcze w między czasie ubzdurałyśmy sobie że wybierzemy się do Kauflandu bo dziewczyny musiały kupić odpowiednie napoje na imprezę pod nazwą STUDNIÓWKA.
Szybko uwinęłyśmy się z tą misją i zanim się obejrzałam byłam w domu.
























Po powrocie do domu.. co mogłam zrobić? No proste że włączyłam muzykę, weszłam na facebook'a, ask'a i spędzałam sobie jakoś tak czas. Również zrobiłam ze znajomymi Tinychat rozmawialiśmy około półtorej godzinki. Później przeniosłam się na skype, gdzie prowadziłam sobie rozmowę z Maksem - strasznie to lubię, mimo tego że nie zawsze po mnie widać moje zadowolenie i emocje, gdy z Nim rozmawiam bije ode mnie taka pozytywna energia a z mojego mózgu uwalnia się Euforia. Fajnie, że jesteś dziękuję :*
























A widzisz jednak mi się piosenka spodobała i postanowiłam dodać ją nawet do wpisu. Po raz kolejny miałeś rację - wygrałeś <3



***

Życzę wszystkim udanego weekendu - niestety  po tych dwóch dniach wracam do szkoły, no i jak się domyślam nie jestem jedyna. Koniec tego "dobrego" miałam przynajmniej dłuższe ferie o tydzień. 
Co dobre kiedyś się kończy, nie mogę przecież w nieskończoność tak odpoczywać, leżeć i nic nie robić muszę się czymś zająć. Teraz będę próbowała się więcej uczyć i ogarniać te materiały.. mam nadzieję, że wszytko mi się uda i będzie okej :)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz